środa, 19 czerwca 2013

SM Rozdział 6.
Liam*
Nie lubiłem tego miejsca, ale musiałem tu wytrzymać. Ze zniecierpliwieniem czekałem aż ktoś w końcu wyjdzie i powie, że wszystko okey. Siedziałem w poczekalni czekając na wyniki badań Michelle. Nie było jej tu, była u doktora. Mama non stop patrzyła zdenerwowana na drzwi. To dziwne ledwie ją poznała, a już traktowała jak własne dziecko. No, ale skoro ja się przejmowałem to ona pewnie też. Zayn wiercił się na krześle. Mrr.. polubił ją. Myśląc o tym poczułem tak, jakby smutek. Czy ja jestem o nią zazdrosny?! Nie to  niemożliwe. Moje przemyślenia przerwała osoba wyłaniająca się z drzwi. Pani doktor. Każdy wstał.
-No więc może zacznijmy od tego, że nic poważnego jej się nie stało.- powiedziała takim tonem jakby zwracała się do pięcioletnich dzieci.- Uderzenie było mocne, ale nie doszło do żadnych wewnętrznych komplikacji. Ja bym się bardziej martwiła jej psychiką.- dodała po chwili.
-Dlaczego?- zapytała zmartwiona mama.
-Przy tak mocnym uderzeniu, każdy by płakał albo krzyczał. Ona nic siedziała i patrzyła się tępo w przestrzeń. Widać było, że ją boli, ale ona nawet jęknęła.- powiedziała ze zmartwieniem, dziwnie marszcząc wymalowane brwi.
-Skoro nie płakała to znaczy, że jest twarda, a nie, że ma problemy z psychiką. Założę się, że w pani klinice jest psycholog i za to zgarnęła by pani kasę. Dlatego tak mówisz- rzekła wściekła mama.
-Może już wrócić do domu?- zapytałem zmieniając temat.
Pani doktor kiwnęła głową i bez słowa zaprowadziła nas do środka. Na łóżku leżała Michelle. Na brzuchu miała bandaż. Mama rzuciła się na nią. Zaczęła ją przytulać i powtarzać jak to bardzo się martwiła.
-Ymm..proszę pani.. Nie chciałabym nic mówić, ale dusi mnie pani.-powiedziała na jednym wydechu. Od razu ją puściła.-Możemy już iść?- zapytała po chwili.
Mama przytaknęła i wyszliśmy z kliniki.
                                                                  ***
Niebieskie trampki czy zielone? ...Najtrudniejszy wybór w moim życiu. Już wiem czarne adidasy! Kiedy tak zakładałem moje kochane buty, na dół zeszła Michi, a za nią Zayn. Super! Jak jej się coś stanie na tej imprezie, to matka nas zabije! Albo zwale na niego. Dobry pomysł. Jestem geniuszem.(czujecie ten sarkazm) Wyszliśmy i ruszyliśmy szybkim krokiem, bo i tak byliśmy już spóźnieni. Mama miała dzisiaj nocną zmianę, więc mogliśmy wrócić kiedy chcemy. Nagle usłyszałem Come As You Are - Nirvany. Zayn zmienił dzwonek? Spojrzałem na niego zdezorientowany, ale ten wzruszył ramionami. Obydwoje jak na komendę spojrzeliśmy na Michelle. Ta zarumieniła się i odebrała telefon.
-Cześć.- powiedziała i uśmiechnęła się.Moje serce mimowolnie przyspieszyło.Pierwszy raz uśmiecha się przy nas!
-Aha. Okej. Już idziemy.- powiedziała i rozłączyła się.- Musimy jeszcze zajść do parku.- rzuciła obojętnie. Pokiwałem głową na znak zgody.
Spojrzałem na Zayna, patrzył się na nią dość.. dziwnie. Zaraz. Teraz do mnie dotarło! Ona jest jak on! Rysuje, słucha Nirvany, jest zamknięta w sobie. Jeszcze się okaże, że jej ojciec też był alkoholikiem! Byli by idealną parą.Trochę mnie to wkurzyło. Czemu ja tak reaguje na myśl, że oni mogli by być razem?Jakiś mały głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że jestem zazdrosny, ale ja kazałem mu się zamknąć. Nim się spostrzegłem byliśmy już w parku. Michi ruszyła w stronę dwóch postaci. Poszliśmy za nią. To był Styles i jego siostra. Harry podszedł do Michi i ją przytulił. Popatrzyłem na nich krzywo i odwróciłem wzrok. A ona skrzywiła się i delikatnie lecz stanowczo wyplotła się z jego uścisku. Spojrzała na niego z troską i odwróciła się do Adele.
-Już wszystko okej?-zapytała i uśmiechnęła się. Adele tylko kiwnęła głową i wzięła ją za rękę i ruszyły w stronę domu Louisa.
Michelle*
Błądziłam pośród ludzi poszukując jakiejś znajomej twarzy. Nikogo nie znałam. Chłopcy rozeszli się gdzieś, a Adele poszła do koleżanek. W końcu dałam sobie spokój i z opuszczoną głową poszłam po coś do picia. Nagle o coś zahaczyłam i upadłam powalając przy okazji kogoś jeszcze. Otworzyłam oczy. Leżałam na Liamie. Mój oddech przyspieszył. Uśmiechnął się. Boże jaki on ma ładny uśmiech. Położyłam dłonie na jego klacie. Mrr.. jaka umięśniona (wiem jestem powalona). Podparłam się o nią i wstałam. Wszyscy się na nas patrzyli. Nie chciałam wyjść na jakiegoś nie ogara, więc podałam mu rękę. Chwycił ją i wstał. Posłałam mu przepraszający uśmiech i odeszłam. Poszłam na górę do jednego z pokoi.Musiałam trochę pobyć sama, bo w głowie mi się już kręciło od tego hałasu. Otworzyłam drzwi do jednego z pokoi i zaraz tego pożałowałam. W pokoju "zabawiała"się pewna para. Szybko zamknęłam drzwi. Gdzie jest cenzura jak ktoś jej potrzebuje?! Skierowałam się do drugiego pokoju. Zawahałam się i na wszelki wypadek przyłożyłam ucho do drzwi.
-Miały być na dzisiaj!- usłyszałam stłumiony głos.
-Ale ich nie nie mam. Daj mi jeszcze tydzień. Obiecuje, że je przyniosę w piątek.- skądś kojarzę ten głos. Zachrypnięty i ładny.. Harry! Otworzyłam drzwi. Jakiś koleś krzyczał na Harry' ego, a on tylko się kulił bojąc się, że go uderzy.
-Ty to się musisz zawsze w coś pakować Styles. - ostatnie słowo wręcz wysyczałam. Spojrzeli na mnie. Harry ze strachem, a koleś z jakimś dziwnym wyrazem twarzy.
-Nie powinnaś się do tego mieszać. Lepiej stąd zmykaj. - powiedział mężczyzna po czym odwrócił się i wrócił do krzyczenia na Hazzę. Nie wytrzymałam. Muszę wezwać kogoś na pomoc.Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam, że tylko jedna osoba może nam pomóc.Wybiegłam z pokoju i biegiem zeszłam ze schodów. Rozejrzałam się. Pod ścianą stali jacyś mężczyźni. Wiedziałam, że przyszli tu z tym kolesiem, który jest na górze. Harry musi uciekać.Rozglądając się tak, zobaczyłam blond czuprynę. Ruszyłam ku niej. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam do pokoju.
-Co się stało?- zapyta Niall.
-Harry. Kłopoty.-wydyszałam tylko.
Na górze popchnęłam go do drzwi. Od razu wtargnął do pokoju. Widząc co się dzieje podszedł do kolesia i odepchnął go od Harry' ego. A ja wzięłam Hazzę za rękę i pociągnęłam ku drzwi na balkon. Otworzyłam je i wypchnęłam go za nie. Usłyszałam trzask. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam nieprzytomnego kolesia i Nialla stojącego nad nim z lampą w ręce.
-A taka ładna lampa...-mruknął pod nosem. Przewróciłam oczami i kiwnęłam głową na znak ,żeby ruszył za nami. Podeszłam do balustrady i spojrzałam w dół. Basen. Było wysoko, ale woda wszystko ułatwiała.
-Który pierwszy?- spojrzałam na nich. Jakoś nikt nie rwał się do współpracy. Więc ja jako hardkor musiałam im pokazać jak się to robi. Westchnęłam.Wdrapałam się na barierkę i już zaraz stałam na niej. Wzięłam głęboki wdech i przypomniałam sobie te 3 lat chodzenia na chiliderki. Zrobiłam krok do przodu i spadałam.Ciepłe powietrze szarpało mi ubrania. Ja latam! Parę sekund i już poczułam zimną wodę. Szkoda, że tak szybko się skończyło. Spojrzałam w górę. Nialler już stawał na poręczy. Zrobił krok do przodu. Poleciał trochę i wpadł do wody przy okazji mnie ochlapując. Hazza się trochę wahał.
-Harry szybko!-krzyknęłam. Ze zdeterminowaniem wyrysowanym na twarzy stanął na poręczy. Już miał skakać kiedy drzwi się otworzyły. W nich stali ci kolesie, których widziałam na dole. Ruszyli w kierunku Harry'ego. Raczej nie po to, żeby go przytulić.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale wena. Wiem, że non stop się weną bronie, ale tak to już jest. Raz masz pomysł a raz nie. Tak ogólnie to nie jestem zadowolona z rozdziału : /
Ps. Dodajemy z jednego konta, bo to nasze wspólne ;)
Zasada Czytasz=Komentujesz
^^Malik^^

1 komentarz:

  1. kocham to opowadanie ale dodawaj częściej bo będę zła!!

    OdpowiedzUsuń